Militarystyka: broń, bitwy, dowódcy
Bitwa pod Zamą
Autor: Erwin Rommel
Wśród wzgórz, w dolinie rzeki Bagrdas na piaszczystej pustyni rozłożony był obóz, Rzymski obóz. Wzniesiony zgodnie z odwiecznym porządkiem, był, więc silnie ufortyfikowany, posiadał dwie wielkie aleje, setki namiotów i wodza. Wspaniałego wodza, powiedziałbym, że największego w dziejach.
W jego przestronnym namiocie trwała dyskusja. Kilku uzbrojonych żołnierzy ślęczało nad mapą przedstawiającą pustynną okolicę.
- Leliuszu są jakieś wieści o Masynissie? - Zapytał młody mężczyzna, o bystrych oczach i twarzy pełnej wojennych blizn.
- Prokonsulu Korneliuszu, jak donoszą zwiadowcy jest nie daleko. - Odpowiedział z uśmiechem Leliusz postawny Dowódca konnicy.
- Wspaniale, jeśli Barkida - Mówiąc te słowa Korneliusz wykrzywił się nie, co - Nam nie przeszkodzi i nie zaatakuje dzisiaj najbliższych dniach to zwycięstwo będzie nasze.
- Nie ma się, czego obawiać z Zamy do nas jest około 70 mil. Wszystko, co nam teraz pozostaje to czekać na naszego Nubidyjskiego sprzymierzeńca. - Rozmowę przerwał Centurion, który salutując ogłosił, że schwytano trzech szpiegów Barkidy, i że czeka na rozkaz ich zabicia.
Leliusz machnął ręką dając tym samym zgodę na uśmiercenie jeńców. Korneliusz gwałtowanie zaprotestował: - Centurionie nie śmiej ich skracać o głowę, masz ich oprowadzić po obozie tak aby widzieli, że Masynissa jeszcze nie przybył, zmaltretować, a w nocy ,,przypadkiem" otworzyć drzwi od celi, by uciekli do tego psa Hannibala. - Żołnierz zasalutował i pospiesznie opuścił namiot dowódcy.
- Ale... - Próbował ripostować Leliusz - ale, doniosą, powiedzą temu Barkidzie, że jesteśmy osamotnieni. Korneliusz uśmiechnął się ponuro szepnął tylko - Oto mi chodzi.
70 na wschód od Rzymskiego obozu, stacjonował drugi obóz. Mówiono tam w prawie wszystkich językach świata, byli, więc Galowie, Balearowie, Iberowie, Nubidyjczycy i sami Kartagińczycy. Mrowie ludzi przewalało się w jedną to w drugą stronę, z niecierpliwością patrząc na bogato zdobiony namiot, w którym to miało się podjąć długo oczekiwaną decyzję, decyzję, na którą każdy z tych żołdaków czekał. Bitwa z Legionami Scypiona.
W namiocie, zebrała się rada wojskowa, gościnnie patrzyli na dyskusje wpływowi Kartagińscy kupcy.
Przywdziany w złotą zbroje postawny wódz przypatrywał się poszczególnym dowódcom swych oddziałów. Do głosu doszedł poseł z Kartaginy:
- Hannibalu synu Hamilkarnasa ty żeś zniszczył Rzymian pod Jeziorem Trymezeńskim i Kannami, wielokrotnie pokonywałeś najwybitniejszych mężów z grodu Wilczycy, ty żeś był tak blisko, by na kolana położyć tą barbarzyńską Republikę. A teraz, widząc cierpienia swego ludu, widząc tyle wiosek zniszczonych przez Scypiona, nie chcesz otwarcie wystąpić w bitwie przeciwko jego legionom? - Zapytał poseł. Hannibal był jednak głuchy na ten wywód. Martwymi oczami niewyrażającymi emocji patrzył na blat hebanowego stołu. On potężny syn Hamilkarnasa nie może pokonać 20 tysięcy legionistów. Poseł kontynuował swoja mowę - Kartagina oddała tobie swój skarbiec, zapasy i dusze swych obywateli. A ty Barkido tchórzysz i nie chcesz mimo przewagi pokonać tego Rzymianina? -
Na twarzy Hannibala pojawił się grymas, ręka zaczęła drżeć. On tak kochany, ubóstwiany jest teraz tchórzem? Konsternacje i ciszę przerwało buczenie trąb. Oznaczało to, że zwiadowcy wracają, po kilku dniach teraz podejmie decyzje, czy wyruszyć na spotkanie Scypionowi.
Po chwili do sali wprowadzono trzech posiniaczonych, brudnych i wygłodzonych najemników. Padając na kolana, najstarszy z nich sapnął:
- Masynissa nie przybył, Rzymianie są osamotnieni. - Całe zgromadzenie przyjęło ta wiadomość z radością. Dowódcy wznosili puchary do toastu. Radość udzieliła się także żołnierzom czekającym na dworze. Jeden tylko Hannibal był w posępnym humorze.
- Hannibalu chyba więcej argumentów Ci nie potrzeba, czas wyruszać na Scypiona - Rzekł poseł z Kartaginy.
Barkida wstał objął całe zgromadzenie wzrokiem i pierwszy raz w ciągu narady zabrał głos:
- Drogi Hanaokonie z Kartaginy, o ile pamiętam jesteś kupcem, Rada Stu dała mi status głównodowodzącego, doceniając moje talenty, więc wybacz i pozwól mi zadecydować czy moja armia wyruszy w marsz. Drodzy żołnierze, towarzysze w tych dobrych jak i złych chwilach. Uwierzcie mi jeszcze raz i przychylcie się do mojej prośby, by teraz nie atakować Rzymian, to, że Masynissa nie pojawił się 3 dni temu, nie znaczy, że nie pije teraz ze Scypionem wina z Kampanii. Powinniśmy zaatakować wcześniej to fakt, ale czasu nie cofniemy, samego Masynissy już nie pokonamy. Powinniśmy nie przyjmować teraz walnej bitwy, a poczekać na wsparcie od Wermina syna naszego sprzymierzeńca Syfaksa, który pokonany przez Masynissę czeka na pomstę.
- Nie Hannibalu - Zaprotestował Hanaokon - Wermin przybędzie za kilka tygodni, jeśli nie miesięcy. - Do tego czasu Rzymianie będą gwałcić bezkarnie córy Kartaginy i zarzynać jej synów. Dosyć czekania. - Zawtórowało mu kilkanaście okrzyków. Żołnierze na placu zza namiotem, co raz głośniej nawoływali do bitwy, do bitwy ze znienawidzonymi Rzymianami.
Hannibal osłabiony przytaknął, wieczorem miał się rozpocząć marsz.
- Korneliuszu, Korneliuszu - Wołał podekscytowany, Gajus Leliusz, próbując obudzić wodza. - Korneliuszu, król Masynissa wraz 10 tysiącami żołnierzy przybył.
Korneliusz Scypion powoli otarł mokre czoło. Choć była już pełna jesień , Afrykańskie słońce doskwierało żołnierzom z Italii. Sprawiając, że niemal każda praca wymaga podwójnego wysiłku, duszne powietrze utrudniało działania bojowe. Wróćmy jednak do namiotu wodza.
- Król Masynissa - Zapytał niedowierzając. - Natychmiast przyprowadźcie go tutaj.
Po kilkunastu minutach Gajus Leliusz, Masynissa i Korneliusz Scypion zasiedli przy marmurowym stole dyskutując o strategii.
- Prokonsulu czy uważasz, że ustawienie żołnierzy w trzy linie da nam szansę na zwycięstwo? Przecież Hannibal zmiażdży pierwsze szeregi swoimi słoniami bojowymi. - Dociekiwał Masynissa.
- O tym też pomyślałem. W pierwszej linii będą rekruci hastati, jeśli przeżyją to może będą z nich prawdziwi legioniści, bezpośrednio za nimi będą principes, a za nimi najbardziej doświadczeni triariusze, w pewnym rynsztunku wojennym. Co do tych słoni, których się tak obawiasz Masynisso, to w szeregach zamaskowane lekkozbrojnymi będą utworzone kilkumetrowe uliczki, a by zwała tych piekielnych stworów się przez nie przetoczyła, dodatkowo hastati wzniosą tumult odganiając je od naszych szeregów, ot taki środek zaradczy.
- A jeśli Hannibal nie użyje słoni a ochroni nimi flanki? Albo morale waszych żołnierzy nie wytrzymają.
Głos zabrał Leliusz: - Hannibal zawsze używa tych żywych taranów, chce wprowadzić popłoch, lecz teraz mu się nie uda. Królu o morale naszych legionistów się nie martw, mamy kilka tysięcy ,,osłów" którzy jakimś cudem przeżyli rzeź pod Kannami, żeby ich Pan widział z jaką siłą rabowali i mordowali Punijczyków, czegóż to się nie robi dla obrony dobrego imienia.
- Masz rację Gajuszu, o morale nie ma się, co martwić, ciekaw tylko jestem jak Barkida ustawi swe wojska. I czy nie będzie miał przewagi w kawalerii. Tak czy inaczej na prawym skrzydle będzie stała kawaleria i piechota Króla Masynissy, na lewym italska konnica pod twym dowództwem Gajuszu. Waszym zadaniem będzie odgonić hannibalową kawalerię i w miarę możliwości spacyfikować słonie. Postarajcie się wrócić na pole bitwy by zamknąć w kleszcze punicką armię. - Dokończył Scypion szczerząc białe zęby.
Masynissa był pod wielkim wrażeniem plan był prosty i dający szansę na sukces.
- Prokonsulu, czemu nie zgodziłeś się na pokój zaproponowany przez Kartagińczyków? Był bardzo korzystny - Zapytał nagle.
- Królu, Republika była godna przyjąć ten pokój, nawet wtedy gdyby Rzym nie dostawałby kontrybucji, a Kartagina nie wyrzekła się statków. Każda strona jest osłabiona po 16 latach wojny. Pytasz, czemu? Mój ojciec Publiusz Korneliusz Scypion dwa razy doznał klęski, w końcu Hannibal wydał wyrok śmierci na niego. Jeśli teraz pokonam tego zuchwalca, ojciec będzie mógł ze spokojnym sercem przebywać w Elizjum. Przewiozę go do Rzymu w złotych kajdanach i osobiście uśmiercę, tego, przez którego gród Wilczycy tyle wycierpiał.
- Robisz to z zemsty? - Zapytał Gajus
- Tej najsłodszej. Szpiedzy donoszą, że Barkida już wyruszył z pod Zamy, jeśli Mars pozwoli to bitwa odbędzie się w najbliższych dniach.
Na białym koniu przez pustynną drogę jechał, Dowódca Kartagińczyków Hannibal, tuż zanim wlokło się w upale 36 tysięcy piechurów, oraz 4 tysiące konnicy. Obok wodza jechał Tychajos Numidyjski władca szczepowy i kilku znaczących generałów pamiętających bitwę pod jeziorem Trymezeńskim. - Pora i miejsce jest nie odpowiednie - Przerwał ciszę Hannibal - Nie oskrzydlę Rzymian tylko 4 tysiącami kawalerii, mogłem wcześniej zaatakować.
- Panie nasze słonie rozmiotą w pył armie młodego Scypiona, nie długo nabijemy na pal jego głowę i obnosić będziemy po całej Kartaginie. - Odezwał się Tychajos.
- Słonie, słonie, ,,żywe tarany: i tak dalej, to nie są te same słonie co żem miał w Italii, a jakieś małe pokurcze, na których grzbiet, nawet wieżyczki z łucznikami nie założę, jak ja mam nimi taranować?
- 80 to wystarczająca liczba by zniszczyć Scypiona.
- Przy wsparciu Dydony, może. Lecz moja strategia z pewnością zapewni nam wygraną.
Ustawimy naszych żołnierzy w trzech liniach. W pierwszej będzie stało 12 tysięcy najemników. W drugiej nasi rodacy Kartagińczycy, a w odległości stadionu (178 metrów) czekać będą weterani walk w Italii. Strategia jest dosyć prosta, słonie swą szarżą wywołają tumult w pierwszej i drugiej linii Scypiona, do walki do rzucimy nasze pierwsze dwa szeregi. Gdy wojacy wyrżną ich dwie linie, Scypion będzie zmuszony wysłać do boju triariuszy. Wtedy ja wyśle swoich i wygram - Hannibal roześmiał się głośno - Scypion skończy tak jak jego ojciec.
- A co z konnicą? - Zapytał Tychajos.
- Już teraz wiemy, że Masynissa połączył się ze Scypionem, twoim zadaniem będzie ich jak najdalej odciągnąć z pola bitwy. I pamiętaj, jeśli zawiedziesz to przy pomocy Rzymskiego miecza Masynissa sięgnie i po twoje królestwo. Miej na uwadze to, co się stało z włościami Syfaksa. - zakończył.
Dzień był w pełni wspaniała armia Hannibala dotarła do Naraggary, gdzie rozłożyła obóz. Niedaleko stąd był rzymski obóz. Barkida wysłał posłańców, zapraszających Scypiona do przybycia na pole obok by ostatni raz spróbować negocjacji. Naturalnie chciał podejść ze swą armią jeszcze bliżej, łudząc, że przybycie Masynissy to tylko plotki, nie był pewny. Scypion odpowiedział, że wyznaczy czas i miejsce. Spotkanie doszło do skutku.
Dwaj wielcy wodzowie, najwięksi ludzie tamtych czasów, wraz z tłumaczami spotkali się na polu, które nie długo miało spłynąć litrami krwi. 3 mile Rzymskie dzieliły Hannibala do obozu rzymskiego.
- Witaj Korneliuszu Scypionie synu Publiusa Korneliusza Scypiona - Słowa te zabrzmiały dużą ironią. Już na początku rozwiano wszelkie marzenia o pokojowym zakończeniu sporu.
- Salve Hannibalu Barkasie największy wodzu Kartaginy - Również i te słowa trąciły przekąsem.
- Nawołuje Ciebie Korneliuszu do zakończenia rozlewania krwi i prośby byś opuścił naszą ziemię bo zaznasz srogiej klęski. - Odpowiedział Hannibal.
- Taką jak pod Kannami? W końcu i tak wielki wodzu opuściłeś italską ziemię. - Nie było mowy już o negocjacjach, wodzowie rozjechali się w stronę swoich obozów.
Nazajutrz oba wojska stanęły na równinie. Armia rzymska miała 29 tysięcy piechurów i 6100 jeźdźców. Hannibal zgromadził 36 tysięcy żołnierzy i tylko 4 tysiące konnicy.
- Plan jest prosty - Rzekł Scypion w oficjalnej mowie do swych żołnierzy, słowa jego dzięki Centurionom usłyszeli legioniści stojący dalej - Dwie pierwsze linie, przegonią słonie, potem zmiotą dwie pierwsze linię tego punickiego motłochu, gdy szeregi stopnieją, do walki wkroczą triariusze, by zadać ostateczny cios temu pyszałkowatemu Barkidzie. Kawaleria ma zniszczyć konnice Barkidy i go oskrzydlić.
Pamiętajcie, że zbliża się koniec wojny i trudu. W rękach już macie łupy z Kartaginy, powrót do domu, do ojczyzny do rodziców, dzieci czy żon, do boskich penatów. Za Kanny!! - Legioniści miarowo stukali w swe podłużne tarcze, zapał w ich oczach zadziwiał, gotów byli zmieść z powierzchni ziemi nie tyle, co tą bandę Hannibala, ale całą Kartaginę.
Na drugim placu boju o głos poprosił Hannibal. Był przystojnym mężczyzną, o długiej czarnej brodzie na policzkach i silnych ramionach. Dziś był posmutniały, czuł zbliżającą się klęskę, wszystko zawodziło. Jednak zebrał siły by wygłosić zwyczajową mowę.
- Towarzysze, walczyliśmy razem w Hiszpanii, Galii i Italii. Zawsze zwyciężaliśmy. Teraz zmuszeni jesteśmy być w defensywie, bronimy naszych matek, ojców, synów i cór. Patrzcie, co ten Rzymianin zrobił z naszymi miastami, co z wioskami, co z Kartagińczykami. Cały ten gniew wyraźcie tu i teraz na tym polu bitwy, niszcząc orły legionowe. - Głos Hannibala dzięki tłumaczom dotarł też do oddziałów najemnych. - Pierwsze pójdą bojowe słonie, zaraz za nią kawaleria, która ma za zadanie odciągnąć Masynissę od pola bitwy. Gdy wielki motłoch i chaos zapanuje w szeregach legionów poślemy nasze pierwsze linię, dzieło zwieńczą weterani. Jak to powiedział Brennus wódz, który położył na kolana Rome ,,Vea Victis". - Również jemu odpowiedział zgodny okrzyk. Czas na bitwę.
Hannibal dał sygnał do ataku. Jednolita ściana szarych demonów, jak nazywali słonie Legioniści. 80 uzbrojonych słoni przywdzianych w pancerze i powożone przez doświadczonych numidyjczyków, były co raz bliżej Rzymskiego szyku, za nimi podążała punicka kawaleria. Doświadczeni wojacy Scypiona momentalnie zaczęli walić mieczami w tarcze, tłucząc nogami o podłoże i buczeć trąbami. W szeregu słoni zapanował chaos. Część z nich zawróciła miażdżąc podążającą za nimi kawalerię. Część z nich osiągnęła cel, jednak przez uliczki wytworzone w szeregu opuściły pole bitwy, reszta podążała jeszcze trochę wzdłuż Rzymskiej linii, by zostać uśmiercone przez oszczepników Numidyjskich.
Masynissa dał sygnał do ataku tysiące jego jeźdźców zmiotło kawalerię Hannibala, nie próżnował także Leliusz rozbił część konnicy Kartagińskiej na lewym skrzydle. Obaj wodzowie tj. Masynissa i Leliusz pomknęli ścigając resztki kawalerii.
- Na Dydone - Wrzeszczał Hannibal - Powinienem słonie ustawić na tyle, by Masynissa mnie nie otoczył.
- Panie - Rzekł spokojnie jeden z generałów - Miejmy nadzieje, że nasi kawalerzyści ich na długo odciągnął. Czy mam rozkazać pierwszej linii zaatakować?
- Działaj.
Pierwszy szereg Kartagińskiej armii składający się z samych najemników runął na Rzymskich hastati. Tysiące włóczni poleciało w stronę dzikich najemników. Ci jednak podnosząc ogromny krzyk skrzyżowali miecze z młodymi Legionistami. Wielu z nich padło, pierwszy szyk się załamał. Na szczęście dla Scypiona za nimi szli principes. Brak porozumienia, różnorodność języków i spadek morale spowodował, że linia Hannibal się załamała. Tysiące najemnych żołnierzy zawróciło do pierwotnych miejsc.
Młody adiutant meldował Hannibalowi. - Rozbito pierwszą linie naszego przeciwnika, nasz pierwszy szyk w rozsypce, czy mamy ich przyjąć do szeregu?
Hannibal zamyślił się po chwili odpowiedział- Nie, po stokroć nie. Nie pozwolę by złamany duch zasilił nasze szeregi. W razie, czego użyjcie siły.
- Hannibalu, czy godne jest to by Kartagińczyk skrzyżował miecz ze swoim sprzymierzeńcem? - Zapytał jeden z generałów.
- W tej sytuacji, jest nawet wskazane.
Druga linia armii Hannibala zmuszona była walczyć z najemnikami, Ci, bowiem pomyśleli, że ich zdradzono i siłą chciano wedrzeć się do szeregu. Wybito najemników, druga linia była zmieszana i częściowo zniszczona.
Scypion zdobył inicjatywę. Principes szli w jednym szeregu, by rzucić się na osłabioną linię Kartagińczyków, z resztą składającą się z obywateli miasta Dydony. Również i ta przestała istnieć. Hannibal nie pozwolił wrócić niedobitkom z drugiego szeregu do szeregu trzeciego. Doświadczeni żołnierze Hannibala ustawili tak włócznie by Ci uciekli na pustynię.
- Czas zadać ostatni cios - Rzekł z uśmiechem Korneliusz Scypion - Kończcie i pochwyćcie Barkidę.
Principes i Triariusze ruszyli w kierunku ostatniej linii obrony, Hannibal nie miał złudzeń, czas było uciekać.
Zaprzęgną konia i garstką wiernych żołnierz wyruszył w kierunku Hadrumentum. Zdradzeni i osamotnieni, najwierniejsi z wiernych Hannibala, bronili się dzielnie. Do czasu, gdy z długiego pościgu nie powrócił Masynissa i Leliusz. Nie było złudzeń. Armia Kartaginy została zniszczona.
- Notuj list do Senatu - Powiedział Korneliusz do swego sekretarza. - Ja Publius Kornelius Scypion, w dniu dzisiejszym pokonałem Hannibala syna Hamilknara pod Naraggarą. Nie ma żadnych przeszkód by Kartagina przyjęła naszą propozycję pokoju.
Młody sekretarz westchnął: - Zama czy Naraggary, co ta za różnica.
(Dialogi są fikcyjne, opowieść została przedstawiona z mojego punktu widzenia)
Źródła:
Czasopismo ,,Mówią wieki" nr 1/01 artykuł ,,Odwet za Kanny"
Magazyn Historyczny "Histmag", artykuł "Rzym vs. Kartagina"
Titus Livius ,,Ab urbe condita"
