Militarystyka: broń, bitwy, dowódcy


Kumejki 1637 r.

Autor: Czajna Seczen

16 grudnia 1637 roku pod Kumejkami (wieś na prawobrzeżnej Ukrainie) doszło do starcia wojsk koronnych, dowodzonych przez hetmana polnego Mikołaja Potockiego, z powstańcami kozackimi Pawluka. Było to jedno z najwspanialszych zwycięstw oręża polskiego (proporcje sił 9:2) i przykład znakomitego dowodzenia, a mimo to w większości opracowań nie poświęca mu się więcej, niż jedną linijkę. Sądzę, że warto wiedzieć o tej bitwie nieco więcej.

11 grudnia Potocki przebywa w Bohusławiu, mając pod swoimi rozkazami 1 000 jazdy. Wojsko jest nieopłacane, więc i bije się niechętnie. O sytuacji na lewym brzegu Rosi (dopływ Dniepru), gdzie operuje Pawluk, hetman nie wie praktycznie nic. Decyduje się wysłać na zwiady strażnika koronnego Samuela Łaszcza, słynnego awanturnika i warchoła, ale również znakomitego żołnierza. Ilu ludzi daje mu do dyspozycji? Dokładnie 0. Nie był to wcale objaw choroby psychicznej Potockiego, ani zarzucanego mu po Korsuniu pijaństwa. Łaszcz błyskawicznie gromadzi grupę 400-600 szlachty, która na sam dźwięk jego nazwiska garnie się pod jego dowództwo. Hetmański oficer wystawia ten oddział własnym sumptem, to jest pozwala mu swobodnie rabować (a zapewne również palić, ścinać, gwałcić...).

Z powierzonych mu zadań Łaszcz wywiązuje się znakomicie: zabezpiecza, znajdujący się w Sachnówce, ważny most na Rosi, przepędza z Drabówki, liczący około 1 500 ludzi, oddział kozacki, a przede wszystkim zdobywa informacje na temat nieprzyjaciela. Do Moszen (w których znajduje się już ze swoim odziałem Skidan) zmierza z Czerkas Pawluk, wiodąc ze sobą główne siły powstańcze. Po drugiej stronie Dniepru znajduje się zaś kilkutysięczna (nic więcej nie da się o niej powiedzieć) grupa buntowników prowadzonych przez Kizyma.

Hetman rozumie doskonale, że nie można dopuścić do połączenia tych sił, jednak możliwości ma ograniczone - duża część chorągwi pozostaje wciąż daleko w tyle. Ostatecznie Potocki przeprawia główne siły za Roś, nie oddalając się od niej zbytnio i 15 grudnia rozbija obóz w Kumejkach. Tymczasem Łaszcz podejmuje szaleńczą próbę zdobycia obwarowanych Moszen przy użyciu samej tylko kawalerii, co oczywiście kończy się niepowodzeniem. O zmroku Łaszcz wycofuje się spod miasteczka, a wkrótce potem na miejsce przybywa Pawluk.

Sytuacja jest trudna. Pawluk zajął Moszny, tym samym znalazł się pomiędzy siłami polskimi, a, będącym wciąż po drugiej stronie Dniepru, Kizymem. Potocki nakazuje Łaszczowi, by "obegnał" miasto i uderzył na Kizyma, zanim ten dotrze do Pawluka. Strażnik "do rozbierania chłopa nie wołając, w pancerzu i koracynie kaftanami przesłanej, jako na najmiększych materacach sen odprawiwszy", grubo przed świtem omija błyskawicznym manewrem główne siły kozackie i atakuje Kizyma w trakcie przeprawy, rozpraszając jego oddział i zażegnując grożące z jego strony niebezpieczeństwo*. Łaszcz wycofuje się i wkrótce znajdzie się na drodze kozackiego taboru, który, nie doczekawszy się Kizyma, wyruszył właśnie z Moszen. Łaszcz otrzymuje zadanie ściągnięcia Pawluka w kierunku hetmana.

Pora przedstawić liczebność obu stron i przyszłe pole bitwy. Siły kozackie ocenia się zazwyczaj na 18-20 000 ludzi, w tym około 5 000 rejestrowych i 4 000 zaporożców, którzy stanowili najwartościowszą wojskowo część powstańczej armii. Do tego doliczyć należy 8 dział. Potocki może im przeciwstawić 2 800 jazdy, 1 200 piechoty i 6 armat oraz około 500 wolontariuszy prowadzonych przez Łaszcza. Trzeba jednak zaznaczyć, że żołnierz polski jest lepiej wyszkolony i uzbrojony - kozakom brakowało (jak zawsze) broni palnej, co zmniejszało też obronność taboru.

Jak wyglądał ów kozacki tabor? Był to wyciągnięty czworobok, ustawionych w rzędy (w tym wypadku sześć) wozów, połączonych łańcuchami. Całe kozackie wojsko szło wewnątrz tego czworoboku, czasem tylko wysyłano przodem patrole (nielicznej zresztą) jazdy. W rogach umieszczano zazwyczaj artylerię. Po zatrzymaniu, podnoszono hołoble do góry, tworząc rodzaj palisady, między wozami kopano głębokie rowy (jako zaporę dla atakującej kawalerii i osłonę dla strzelców), następnie otaczano całość szańcem. Taki tabor był praktycznie nie do zdobycia bez dużej ilości artylerii i piechoty, można go było najwyżej oblegać tak długo, aż obrońcom skończy się żywność. Tym razem jednak tabor jest w ruchu, otoczony tumanem kurzu i porwany, co było nie do uniknięcia, biorąc pod uwagę jakość ówczesnych traktów. Przed postępującym Pawlukiem "ucieka" Łaszcz, ścierając się z kozakami w ciągłych harcach i prowadząć ich "na własnym karku" prosto na hetmańskie siły.

Potocki wybiera miejsce bardzo korzystne do rozegrania bitwy: pole walki jest wąskie, ograniczone przez lasy, skrzydła hetmańskie są osłonięte przez bagno i rzekę. Chłopi kumejscy podpalili wieś, sądząc, że zaszkodzą tym Polakom, jednak wiatr skierował cały dym prosto na tabor, dodatkowo ograniczając Pawlukowi widoczność. Na zaskoczonego, znajdującego się w ruchu przeciwnika uderzyć będzie można z boku.

Tak też się dzieje. O 12:35 kozacy znaleźli się w zasięgu ognia wojsk hetmańskich. Po pierwszej salwie, wewnątrz taboru wybuchają wozy z amunicją, powodując panikę i rozerwanie szyku. Wszystko zakryte jest gęstym dymem, Potocki postanawia jednak zaryzykować i rzuca do ataku całą jazdę, za którą samowolnie rusza piechota (która zresztą zaczyna rabować, co się da). Przednia część taboru zostaje w zasadzie zniszczona, jednak tył, osłonięty bagnem i nieatakowany bezpośrednio, przegrupowuje się i zawija w 12 rzędów wozów. Hetman traci trochę czasu, trzeba jednak pamiętać, że przy niezwykłej dynamice pola bitwy i gęstym dymie, nie wspominając o szczupłości sił (których całość była już w ogniu bitwy), trudno było reagować z odpowiednią szybkością. Wreszcie do ataku na tabor rusza husaria, wspierana przez pancernych i piechotę. Pierwsze dwie szarże załamują się pod ogniem przeciwnika, trzecia jest jednak skuteczna i kozacki tabor zostaje rozerwany - po raz pierwszy i ostatni w historii! Choć walka trwa jeszcze jakiś czas, oznacza to zwycięski dla Polaków koniec bitwy i praktycznie koniec powstania. Z pogromu uchodzi wprawdzie mały taborek z kilkoma tysiącami kozaków i Pawlukiem, jednak wkrótce (24 XII) zostaną oni zmuszeni w Borowicy do kapitulacji, a Pawluk zostanie wydany w polskie ręce.

Jak przedstawiają się straty obu stron? Hetman ocenił kozackie na 5 000, Beauplan na 6 000, liczby te uznaje się za prawdopodobne. Jak wobec tego przedstawia się liczba zabitych po stronie Polskiej? Wyniosła ona około 150, w tym 77 kawalerzystów, rany odniosło około 350 żołnierzy. Zarzucano Potockiemu, że nie potrafił doprowadzić do całkowitego wyniszczenia siły żywej przeciwnika, wydaje się jednak, że przy tych proporcjach sił, biorąc pod uwagę specyfikę terenu (lasy i bagna dookoła) i duże zmęczenie wojska (jak pisze naoczny świadek bitwy, Okolski: "Dawne towarzystwo przyznawało, iż nigdy w takim ogniu, a tak długo, nie bywali i nie widzieli tak wielkiego trupa, jako są wojownikami, na placu"), było to po prostu niemożliwe.

Po bitwie kumejskiej, Potocki uważany był za zbawcę Rzeczpospolitej, podziękowania i gratulacje słali mu najwięksi dostojnicy w państwie, z królem na czele, przez następne 10 lat hetman cieszył się znakomitą reputacją. Wszystko zmieniło się w 1648 roku po klęsce Korsuńskiej, kiedy przylgnęła do niego etykieta wodza nieudolnego, na dodatek pijaka, która to etykieta trzyma się go do dziś. Czy słusznie? O tym być może innym razem.

*Miesiąc później Kizym zostanie złapany i wbity na pal na rynku w Kijowie.